Widal.plUkrainaZatrważające słowa ukraińskiego żołnierza! Na froncie, tuż obok niego eksplodował pocisk! [TYLKO U NAS]

Zatrważające słowa ukraińskiego żołnierza! Na froncie, tuż obok niego eksplodował pocisk! [TYLKO U NAS]

Zatrważające słowa ukraińskiego żołnierza! Na froncie, tuż obok niego eksplodował pocisk! [TYLKO U NAS]
Foto: Mvs.gov.ua, CC BY 4.0, via Wikimedia Commons


Wołodymyr Iwanczenko (imię i nazwisko zostało zmienione ze względów bezpieczeństwa, jakiekolwiek zbieżności z prawdziwymi osobami są przypadkowe) to były ukraiński żołnierz. Ma 31 lat. Sam Wołodymyr pochodzi z obwodu czernihowskiego (północ Ukrainy). Na początku rosyjskiej inwazji na pewną skalę na Ukrainą wstąpił do Sił Obrony Terytorialnej, a później brał udział w walkach pod Czernihowem. Podczas bitwy został ciężko ranny, dlatego ze względu na stan zdrowia odwołano go z szeregów Sił Zbrojnych.

Anastazji Maślak – dziennikarce SymvolMedia – wywiadu udziela Wołodymyr – ukraiński żołnierz.

Anastazja: Wołodymyr, powiedz proszę, jak znalazłeś się na froncie?

Wołodymyr: Gdy tylko dowiedziałem się o rozpoczęciu wojny na pełną skalę, poszedłem do Wojskowej Komisji Uzupełnień i zapisałem się do Sił Obrony Terytorialnej swojego miasta. Byłem w obronie terytorialnej przez około 1,5-2 tygodnie, a potem zadzwonili do mnie i powiedzieli, żebym byłem “gotowy”. Trzy dni później zostałem zmobilizowany.

Anastazja: Jak ty i twoja rodzina zareagowaliście na wiadomość, że idziesz na wojnę?

Wołodymyr: Od samego początku ustaliłem, że pewnie pójdę na front. Zdawałem sobie sprawę na co się piszę i dlatego nie próbowałam w żaden sposób „zrezygnować” z mobilizacji. Żona poparła mnie w tej decyzji. W ogóle nie wyobrażałem sobie nawet, że ukochana osoba będzie odprowadzać mnie wojnę. Nie da się tego wyrazić słowami.

Anastazja: Powiedz mi, proszę, czy miałeś już do tej pory doświadczenie wojskowe?

Wołodymyr: Nie, nie miałem. Nie odbyłem jak dotąd służby wojskowej, nigdy wcześniej nie trzymałem też broni w rękach.

Anastazja: Czy przeszedłeś kurs szkoleniowy przed wysłaniem na front?

Wołodymyr: Tak, miałem szkolenie od kilku dni.

Anastazja: Jak to wyglądało?

Wołodymyr: Najpierw nas sprowadzili autobusem do Kijowa. Tam sprawdzili nasze dane personalne oraz stan zdrowia. Na front nie było wybierano ludzi o złym stanie zdrowia lub wcześniej skazanych. Ludzie zakwalifikowani zostali dopuszczeni do szkoleń wojskowych. Samo szkolenie zawierało w sobie zarówno część teoretyczną, jak i praktyczną. Uczono nas, jak obchodzić się z bronią, jak udzielać pomocy medycznej oraz jak mamy się zachowywać w konkretnej sytuacji. Samo szkolenie przebiegało w bardzo szybkim tempie, ale informacje były bardzo przydatne i praktyczne. Ta wiedza uratowała mi życie.

O emocjach podczas walki…

Anastazja: Jakie były twoje emocje na polu bitwy?

Wołodymyr: Po szkoleniach wojskowych zostałem wysłany pod Czernihów. Wciąż mam przed oczami obraz tego, jak cywile uciekali z Czernihowa podczas rosyjskich bombardowań. Ktoś po prostu uciekał, ktoś ratował dzieci, emerytów, zwierzęta domowe, ktoś niósł telewizory i opony samochodowe… Mówiąc wprost, każdy ratował, to co mógł. Coś podobnego widziałem tylko w horrorach. Tę atmosferę trudno jednak opisać słowami. To było przerażające.

Anastazja: Jak zostałeś ranny?

Wołodymyr: Nie byłem na froncie długo, tylko około tygodnia. To był koniec marca. Rosjanie ostrzelali nasze pozycje z artylerii. W pobliżu mnie eksplodował pocisk i doznałem poważnego urazu głowy. Kiedy mnie wycofywali z pola bitwy, moi koledzy ciągle ze mną rozmawiali, co pomogło mi zachować przytomność przez cały czas. Na szkoleniu wojskowym w Kijowie było powiedziano nam, jak zachowywać się w podobnych sytuacjach. Dlatego później wszyscy dobrze rozumieliśmy, co należało zrobić. Lekarze nie dawali mi nadziei na przeżycie, stan był bardzo ciężki, ale nie przestali walczyć. Wielkie dzięki za to. Teraz mam problemy ze wzrokiem i nie słyszę w prawym uchu, ale cieszę się, że żyję. Później, kiedy mnie wypisali mnie ze szpitala, dowiedziałem się, że tego dnia byliśmy niecałe 500 metrów od Rosjan.

Anastazja: Jak myślisz, co pomogło naszym żołnierzom utrzymać obronę Czernihowa?

Wołodymyr: Jako ukraiński żołnierz dobrze wiem, dlaczego tu jestem, dlaczego tu stoimy. Jest to nasza ziemia. Tu są przecież nasze dzieci, żony, rodzice. Nie mogliśmy pozwolić na to, co wyprawiają teraz Rosjanie. To, co robią z naszymi kobietami oraz dziećmi, jest straszne. Nie mogliśmy im odpuścić. Mamy ogromną motywację i to nam pomogło.

Anastazja: Jak wojna zmieniła twoje życie?

Wołodymyr: Ten krótki okres na froncie radykalnie zmienił moje życie. Zacząłem w końcu żyć bardziej „jednym dniem”, dlatego z czasem zacząłem coraz bardziej doceniać życie. Przestałem również odkładać marzenia na później. Staram się wdrażać je jak najszybciej. W życiu rodzinnym zacząłem mniej zwracać uwagę na drobiazgi, przez jakie jeszcze wcześniej moglibyśmy się pokłócić z żoną. Ogólnie rzecz biorąc, zaczęliśmy mniej się kłócić. Nie żałuję, że znalazłem się na wojnie. Lecz cieszę się, że przetrwałem. Rozumiałem od samego początku, na co się zgadzam, idąc na wojnę.