Koronawirus cały czas rozprzestrzenia się po kraju i świecie. W dodatku pojawiają się historie, które negują ogólny przekaz medialny o tym, że nasze państwo dobrze sobie radzi w obliczu epidemii.
Serwis glogow.naszemiasto.pl opisał historię Głogowianki, która twierdzi, że została zdiagnozowana na koronawirusa w Austrii. Mimo to polskie władze nie chcą jej pomóc, ani potwierdzić jej zarażenia.
Wróciła z Austrii zakażona koronawirusem?
Historia Anny pokazuje, że nie do końca polskie środki bezpieczeństwa są odpowiednie. Problemy kobiety zaczęły w ubiegłym tygodniu, w austriackim miasteczku, w którym mieszkała, postanowiono zamknąć wszystkie restauracje, bary i hotele. W jednym z nich pracowała tymczasowo Anna.
Zostaliśmy z dnia na dzień bez pracy, na dodatek coraz gorzej się czułam. Na początku myślałam, że to zwykła grypa, bo była gorączka, nie mogłam wstać z łóżka i wszystko mnie bolało.
– mówi pani Anna.
Postanowiła zrobić test na obecność COVID-19 razem z innymi kolegami z pracy. Dzień później władze miasteczka, w którym mieszkała, ogłosiły o zamknięciu miasta od następnego dnia. Wtedy Anna postanowiła uciec z niego i wrócić do Polski.
Zostałam bez pracy, bo przecież wszystko już było pozamykane. Nikt nie wie, jak długo to wszystko potrwa, więc zdecydowałam, że wracam do domu, do Głogowa. Zabrałam się z parą klientów do Niemiec.
Kobieta po wielu przesiadkach dotarła do Polski, zamieszkała w mieszkaniu rodziców, których poinformował, że może być nosicielem koronawirusa. Tutaj pojawiły się problemy.
Koronawirus w organizmie Głogowianki
Anna twierdzi, że na granicy zbadano tylko jej temperaturę, dostała ulotkę odnośnie kwarantanny i na tym kontrola się zakończyła. Została puszczona dalej. W dniu wczorajszym dowiedziała się telefonicznie, że jej test wyszedł pozytywnie. Jest zarażona wirusem COVID-19. Kobieta postanowiła powiadomić polskie instytucje.
Niestety, nikt się tym nie przejął. W rozmowie z kimś z głogowskiego sanepidu, usłyszałam, że najgorsze mam już za sobą, a tak w ogóle to po co wracałam. Kiedy się upierałam, że może powinni mnie dać na listę chorych, to pani powiedziała, że powinnam dostarczyć wyniki badań. No przecież ich nie mam! Powiadomiono mnie telefonicznie.
Głogowianka nie wychodzi obecnie ze swojego mieszkania, ale jej zachowanie było skrajnie nieodpowiedzialne. Podczas długiej podróży do Polski mogła zarazić ogromną liczbę ludzi.
Podziel się:
Chcesz być na bieżąco? Subskrybuj nas w Google News.